Autobus

Komentarze
Reklama

Każdy ranek zaczynał się dla mnie tak samo. Dzwonił budzik, szybka toaleta, śniadanie, w pośpiechu trzeba coś na siebie zarzucić, czasem, kiedy miałam w zapasie minutę czy dwie - musnąć rzęsy mascarą. Potem trzeba było złapać windę albo zbiec po schodach. Jak nie udało mi się zdążyć na autobus, musiałam kwitnąć na przystanku kolejne 15 minut. Niecierpię poranków. Szczególnie zimą, szczególnie, kiedy nie zdążę na autobus.
Potem wbijam się do zatłoczonego busa. Jeśli mam szczęsie, będę ściśnięta
pomiędzy ludźmi, którzy dbają o higienę, jeśli mam pecha, jakaś tłusta kobieta opiera się o moje ramię spoconymi plecami, trzymając się uchwytu tuż nad jej głową, ziejąc spad pachy przeraźliwym odorem. Po prostu masakra. Jeszcze kilka lat i może będzie mnie stać na samochód!
Normalnie dzień rozpoczynał się tak samo, z wyjątkiem czwartku. Wstawałam zawsze odrobinę wcześniej, żeby mieć trochę więcej czasu na makijaż, strój itd, no po prostu żeby się lepiej tego dnia prezentować. Czasem nawet nie jadłam śniadania, taka byłam zaaferowana tą całą szopką ze stojeniem się. A to wszystko dlatego, że w czwartki jeździł tym samym autobusem co ja, jeden baaardzo, ale to bardzo przystojny facet. Jak sobie pomyślę, że mógłby mnie zobaczyć zaspaną, źle uczesaną albo bez makijażu, przechodzą mnie ciarki. W zasadzie to ja go nie znam. Po prostyu jeździmy tym samym autobusem. Ale jego elegancja, nienaganny strój, zapach, no po prostu wszystko razem sprawiało, że nie chciałaś się prezentować strasznie źle w pobliżu jego. Poza tym kilka razy siędo mnie uśmiechnął, jakgdyby on również mnie rozpoznawał z cotygodniowych podróży. Zastanawiałam się, o której godzinie jeździ w inne dni. Może wcześniej ode mnie, wtedy mogłabym też wcześniej jeździć, bo jeśli później, to niestety nie mam takiej możliwości, muszę być na czas w pracy i basta. Może kiedyś zaczniemy rozmawiać i wtedy będę mogła go zapytać...
Kolejny czwartek. Nie lubiłam rano wstawać, ale ten dzień był inny niż pozostałe. Dzień zapowaidał się ciepły, więc mogłam sobie pozwolić na jakiś dekolt, może nawet krótka spódniczką. Tak! Czemu nie! Raz się zyje. I zrobie sobie makijaż, jakiego dawno na sobie nie miałam. Założyłam też buty na wysokim obcasie, całośc wyglądała bardzo zgrabnie.
Kiedy autobus podjeżdżał na przystanek, zauważyłam go z łatwością przez okno. Miałam wrażenie, że on również mnie wypatruje. No i oczywiście nasze spojrzenia się spotkały. Wymiana uśmiechów. Chyba zauważył, że dziś wyglądam jakoś wyjątkowo.
Wsiadłam do środka. Przepchnęłam się do kasownika. On tam stał. Przeszły mnie ciarki. Usiemiachał się do mnie i zachęcającym gestem wskazał niewielką lukę pomiędzy nim a jakimś innym facetem. Było to najbardziej przestrzenne miejsce w autobusie dzisiejszego poranka, więc nie zwlekając przemieściłam się tam. Przedstawił mi się i powiedział, że każdego dnia na mnie wygląda, ale że codziennie jeździ o iinej porze, domyślił się, że może być to trudne. Że zawsze kiedy mnie widzi, chce zacząć rozmowę, ale przy takim tłoku jest to małoprawdopodobne, żeby conajmniej stanąć bok siebie. Zaczęliśmy dyskutować o tym, co kto robi, gdzie mieszka... po prostu zaczęłam się zakochiwać w tym facecie. Mogłam nie słuchać co mówi, tylko słuchać jego głosu.

arthenia